Darmowa dostawa od 200 zł

Szukaj

Obiekty tła – wywiad z Mleko Living

Obiekty tła – wywiad z Mleko Living

12 kwiecień 2018

Kasia i Michał mieszkają w Krakowie, dlatego w ciągu ostatniego roku mieliśmy okazję widzieć się kilka razy. Był czas na długą rozmowę, kawę w ich przytulnym mieszkaniu, a także wizytę w świeżo otwartej pracowni ceramiki. Podczas cyklu spotkań dowiedzieliśmy się co nieco o kulisach powstawania kolekcji, inspiracjach i stylu życia Mleko Living.

Magda Konik-Machulska: Oboje jesteście architektami, a jednak zajęliście się projektowaniem znacznie mniejszych obiektów – ceramiki i artykułów papierniczych. Skąd taka decyzja?

Michał Załuski: Na wyniki pracy architekta czeka się bardzo długo i większość projektów nigdy nie zostaje zrealizowana. Chcieliśmy projektować rzeczy, które można szybciej wykonać i zacząć używać. Dla mnie cudowny dzień to taki, w którym wstanę rano ze świeżym pomysłem na przykład na stolik, w dzień wykonam prototyp, a wieczorem będziemy wspólnie z niego korzystać i dyskutować nad dalszymi zmianami.

Katarzyna Załuska: Poza tym architektura jest dedykowana mniejszej liczbie użytkowników. A projektując rzeczy codziennego użytku wiemy, że możemy znaleźć się w domach na całym świecie.

Takie zmniejszenie skali powoduje, że możecie wytworzyć coś zgodnie z waszym pomysłem. W przeciwieństwie do projektów architektonicznych, które pewnie uwzględniają...

K: Inwestora, budżet, gust klienta…

M: …prawo.

K: To jest zawsze wypadkowa różnych czynników.

Jak ewoluowało Wasze podejście do projektowania? Czy uczelnie i miasta, w których żyliście miały na Was wpływ?

K: Studia zaczęliśmy w Krakowie, tutaj spędziliśmy pierwsze dwa lata. Na uczelni w Krakowie wszechobecny był beton, szkło, skrajności, indywidualizm. Gdy wyjechaliśmy do Monachium spotkaliśmy się z innym podejściem. Takim, które mówi, że trzeba zacząć od początku, czyli zastanowić się jaką atmosferę ma mieć budynek, który projektujemy: np. oficjalną albo prywatną. Dopiero później należy zastanowić się jak to uzyskać. Ma tutaj znaczenie wybór konstrukcji, materiałów, układu pomieszczeń. Wszystko miało być szczere, nie imitować czegoś czym nie jest. Ozdobą jest materiał sam w sobie, który ma swoją fakturę, temperaturę... Po Monachium był Wiedeń, gdzie czytałam książkę Adolfa Loos'a Ornament i Zbrodnia, w której autor mówi o tym, że w naszym mieszkaniu powinno być tylko to, co jest potrzebne – bez zbędnych elementów. To nas doprowadziło do tego, że przeszliśmy tzw. „okres biały”.

M: A tak, czyli czystki, pusto, biało.

K: I myśleliśmy, że to już jest ten sposób na życie, który nam odpowiada. Ale potem wyjechaliśmy na studia do Holandii, gdzie jeszcze bardziej zgłębialiśmy tematykę materiałów. Przez rok studiowaliśmy architekturę szwajcarską. Tam każdy materiał użyty jest bardzo logicznie. Zaczęliśmy na to szczególnie zwracać uwagę – w rzeczach, które projektujemy, kupujemy, a później również wytwarzamy.

M: Obcowanie z charyzmatycznymi nauczycielami (i czynnymi architektami) w Niemczech i w Holandii, otworzyło nam oczy na to jaki potencjał tkwi w materiałach. To doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz, czyli do pracy z materiałem. Podróże i edukacja za granicą na pewno ukształtowały naszą tożsamość i pewność siebie.

Wasze projekty, w szczególności pierwsza kolekcja Canvas, są niepozorne. Według mnie są przez to bardzo odważne.

K: To nie jest tak, że my jesteśmy radykalnymi minimalistami życiowymi, bo jak widzisz nasze mieszkanie nie jest całe białe. Uwielbiamy sztukę i rękodzieło. Nasza ceramika jest bazą, którą można uzupełniać różnymi pamiątkami, rzeczami sentymentalnymi. W kolekcji Canvas chodziło nam o to, żeby kształt przedmiotu wynikał z jego funkcji, a sam przedmiot eksponował materiał, z którego powstał. Dzięki temu „oddaje głos” swojej zawartości: kwiatom, owocom… Natomiast kolekcja Spotted posiada dekorację, ale jest ona wynikiem właściwości gliny, z której jest zrobiona.

M: Mówimy, że te przedmioty to są obiekty tła. Usuwają się w tył. Stanowią tło dla tego, co my na co dzień robimy, co do nich wlewamy, wkładamy, jak ich używamy.

K: Dla wielu ludzi picie herbaty to ich codzienny rytuał. Chodzi bardziej o chwile, które nam się kojarzą z tymi rzeczami niż te rzeczy same w sobie.

Skupiamy się na tych pozostałych 364 dniach w roku, które jednak są trzonem tego, co stanowi życie.

Waszym centrum zainteresowania jest życie codzienne. Bardzo mi się spodobała ta myśl, możecie ją rozwinąć?

M: Chcemy tworzyć takie rzeczy, które będą wykorzystywane i z którymi mamy do czynienia w codziennym życiu. Nie takie, których użyjemy tylko raz i później nam się znudzą, bo minie na nie moda. Skupiamy się na tych pozostałych 364 dniach w roku, które jednak są trzonem tego, co stanowi życie.

Od powstania Mleko Living minął ponad rok. Co się zmieniło w Waszym procesie od tego czasu?

K: Nasza pierwsza kolekcja Canvas została przez nas zaprojektowana, jednak wykonana została w fabryce kamionki na Śląsku. W międzyczasie założyliśmy pracownię, w której wykonujemy naczynia własnoręcznie: na kole garncarskim i w formach gipsowych. Daje nam to dużą swobodę twórczą, pozwala na eksperymenty i co najważniejsze sprawia, że świetnie znamy materiał, z którym pracujemy. Zaczęliśmy również organizować warsztaty, aby inni też mieli możliwość doświadczenia pracy z gliną, co jest niezwykle sensorycznym, twórczym i relaksującym doświadczeniem.

M: Kolekcja Spotted, którą obecnie produkujemy jest toczona na kole garncarskim. Kropki, które pojawiają się po wypaleniu w wysokiej temperaturze są efektem zmian zachodzących w minerale, który dodany jest do gliny. Spodobało nam się, że miejsca gdzie się pojawią są całkowicie losowe i tak na prawdę nie mamy żadnego wpływu na efekt końcowy. Śmiejemy się czasem, że głównie jesteśmy pracownią eksperymentalną, a rezultaty którymi się dzielimy to jedynie mały odsetek prób, który przeprowadzamy. Obecnie pracujemy nad nowymi szkliwami. Podoba nam się to, że pracując samemu mamy całkowitą dowolność w tym co i jak aktualnie produkujemy, możemy zmieniać się z tygodnia na tydzień, jednak cały czas pozostając w zgodzie z naszymi głównymi założeniami.

Pracę nad każdym nowym projektem zaczynamy od szkicowania. Bardzo szybko z takiego szkicu na papierze możemy zrobić trójwymiarowy obiekt na kole garncarskim. Przyjemny jest fakt, że komputer jest w tym procesie zupełnie niepotrzebny.

Porozmawiajmy o papierze... Jak powstała Wasza zeszłoroczna kolekcja papiernicza?

K: Weekly Journal jest efektem sukcesu naszego wcześniejszego plannera (zaprojektowanego jako Studio of Basic Design). A Recipe Journal powstał z naszej osobistej potrzeby, bo już od dawna chcieliśmy mieć coś do zapisywania swoich ulubionych przepisów. Dużo gotujemy i wspieramy się wieloma blogami kulinarnymi, książkami kucharskimi, a ulubione przepisy z własnymi uwagami chcieliśmy mieć w jednym miejscu.

M: Ja już nie mogłem wytrzymać sprawdzania po raz dziesiąty przepisu na to samo ciasto. Zawsze wchodzę do internetu i cały komputer jest potem uciapany.

Na co zwracaliście uwagę przy projektowaniu tych plannerów?

K: Samo wykonanie zaczynamy zawsze od przeglądania próbników papierów. No i oglądamy, dotykamy... Powoli klaruje nam się pomysł. Tym razem zamysł był taki, żeby to papier był na pierwszym miejscu, czyli nie coś skóropodobnego, zrezygnowaliśmy też z zabezpieczenia folią. Chcieliśmy wrócić do naszych podstawowych zasad, czyli żeby to było coś bardzo naturalnego. I nawet jeśli ma się rzeczywiście gdzieś pobrudzić czy zamoczyć, zwilżyć to dla nas to nie jest nic strasznego. To jest papier, a papier tak ma. Zależało nam również żeby to były rzeczy zrobione w 100% z odzyskanego papieru. Gdy udało nam się znaleźć taki super jakości byliśmy już pewni, że to jest dobry kierunek. Tym bardziej, że paleta była w kolorach ziemi. Razem nam to wszystko bardzo dobrze zagrało.

M: Układ funkcjonalny jest dla nas priorytetem. Uzgodniliśmy, że wiele osób dni planuje godzinami dlatego tym razem zdecydowaliśmy się na pionowy układ tygodniowy, w którym na dole strony jest miejsce na notatki. Layout najpierw szkicujemy, potem projektujemy na komputerze. Później drukujemy, zszywamy takie książeczki, zapisujemy i testujemy.

K: Nasze prototypy nie były bardzo wyszukane, pomijaliśmy kwestię oprawy. Albo braliśmy wnętrza starych notatników, które mamy, obcinaliśmy do formatu, naklejaliśmy wybrany materiał na okładkę i patrzyliśmy jak to działa jako fizyczny obiekt.

M: Tak więc stanęło na papierach z recyklingu. Do każdego plannera dodajemy wkładki z kalendarzem albo przepisami. Wkładki są wydrukowane na papierach, w których część składu stanowią resztki z owoców i warzyw, np. z kukurydzy, oliwek albo kiwi. Dzięki temu papiery nabierają bardzo przyjemnych, naturalnych kolorów. Jesteśmy dumni z tego, że cały notatnik jest eko-przyjazny.

Bardzo fajnym kluczem nowej kolekcji jest to, że jest 100% recycled. Czy ten aspekt będziecie kontynuować w innych produkcjach?

M: Jeśli chodzi o kolekcje papiernicze to prawdopodobnie tak. Podoba nam się, że w czasach jednorazowości nasz notatnik można uznać za wielorazowy: ktoś kiedyś już zapisał ten papier, a teraz możemy zrobić to ponownie. W dodatku ten materiał jest przyjemnie matowy, naturalny w kolorze i miły w dotyku.

K: Ogólnie staramy się w naszych opakowaniach i etykietach, które używamy stosować papiery odzyskiwane.

Używacie notatników w pracy?

K: Tak, nieustannie. Każdy z nas ma osobisty notatnik, w którym codzienne notuje listę rzeczy do zrobienia. Mamy również w pracowni taką naszą "biblię", do której trafiają projekty naczyń oraz receptury szkliw.

M: Pracę nad każdym nowym projektem zaczynamy od szkicowania. Bardzo szybko z takiego szkicu na papierze możemy zrobić trójwymiarowy obiekt na kole garncarskim. Przyjemny jest fakt, że komputer jest w tym procesie zupełnie niepotrzebny.

Konsystencja płynnej gliny jest jak śmietana, plastyczna jak ciasto na pierogi – to bardzo miłe skojarzenia. Praca z gliną silnie działa na zmysły i jest uzależniająca.

Obecnie Wasze materiały to papier i ceramika. Czy planujecie prace w jeszcze innych tworzywach? Czy któreś z nich darzycie szczególną sympatią?

M: Ja najbardziej lubię pracować z drewnem.

K: Meble w naszej pracowni to głównie zasługa Michała: jego projekt i wspólne wykonanie. Mamy też w mieszkaniu zrobioną przez niego toaletkę, a chrześnica Julia dostała konika na biegunach. Drewno ma to do siebie, że wystarczy wyciąć z niego kostkę i ona już pięknie wygląda. Te słoje…

M: To bardzo różnorodny materiał. Każdy gatunek zupełnie inaczej wygląda i inaczej się z nim pracuje, jest twardy albo miękki.

K: Michała odpowiedzią jest drewno, a moją jednak glina. Ten moment, kiedy rzeczy wychodzą z formy i są takie niedoskonałe: mają dużo grudek, rys, poszarpanych brzegów. Już po chwili pracy z gąbką i cykliną jest pięknie. Poza tym konsystencja płynnej gliny jest jak śmietana, plastyczna jak ciasto na pierogi – to bardzo miłe skojarzenia. Praca z gliną silnie działa na zmysły i jest uzależniająca.

Aż sama mam ochotę spróbować! Dziękuję Wam za spotkanie.

zdjęcia: Magda Konik-Machulska